Wirtualna ciężkość bytu czyli jak być obecnym w social media i nie zwariować

Wirtualna ciężkość bytu czyli jak być obecnym w social media i nie zwariować

Dzisiejszy wpis to esencja moich przemyśleń w ostatnim czasie. Zapraszam Was do lektury wpisu Wirtualna ciężkość bytu czyli jak być obecnym w social media i nie zwariować i wspólnej refleksji na ten temat.

W mijającym tygodniu do moich uszu dobiegła „dobra” nowina. A mianowicie władze miasta postanowiły udostępnić mieszkańcom darmowe WIFI także w metrze. Co za dobroduszność, pomyślałam, dzięki temu nie będziemy już musieli zużywać naszych danych… Ach… w powietrzu czuć już przedwyborczą aure, ale abstrahując od tego…bo nie o tym dziś chce Wam napisać, czy znacie serial Czarne Lustro (oryginalnie Black Mirror)? Jeśli jeszcze o nim nie słyszeliście to gorąco Was zachęcam do jego obejrzenia, ale uwaga tego nie da sie od zobaczyć. Być może niektórym z Was wydaje sie, ach co serial może mieć ważnego do przekazania, ale ten ma, oj ma i to wiele. Szczególnie w temacie o którym dziś chce napisać.

Wirtualna ciężkość bytu czyli jak być obecnym w social media i nie zwariować

Jak wielu z Was ma budzik w smatrfonie? Tak, ja też … do tej pory. 14 lutego mój budzik przestał działać. Teraz śmieję sie, że to był znak i kochany wszechświat zrobił mi taki prezent na walentynki 🙂 Oczywiście nie od razu tak pomyślałam. Byłam spóźniona i zdenerwowana, ale po jakimś czasie zaczęłam myśleć może i tak lepiej. Ilu z Was tuż po przebudzeniu sprawdza powiadomienia na Facebooku, Instagramie, Messengerze czy Whatsapp? Tak, ja też. Automatyczny odruch. Potem telefon przy śniadaniu, w autobusie i tak przez cały dzień. Postanowiłam wiec schować  smartfon, a jako budzika używać starej Nokii w której nie ma internetu. No i jakoś żyje  🙂

Wirtualna ciężkość bytu czyli jak być obecnym w social media i nie zwariować
Wirtualna ciężkość bytu czyli jak być obecnym w social media i nie zwariować

 

Jakiś czas temu wybrałam sie na weekend na łono natury. Góry, cisza, spokój, malo ludzi i…brak zasięgu. Przypomniałam sobie czasy gdy byłam małym dzieckiem, a moja mama wolała mnie wieczorem na kolacje. Nigdy nie chciałam wracać do domu i kończyć zabawy. Bawiliśmy sie na dworzu z innymi dziećmi, lepiąc bałwana, zjeżdżając na sankach, ale nawet jeśli nie było śniegu, zawsze znajdowało sie coś fajnego do zrobienia. Pamiętam tez, jak często w rodzinie graliśmy w karty lub gry planszowe czy tez siedzieliśmy w kuchni i piekliśmy lub gotowaliśmy razem rozmawiając o wszystkim i o niczym. Tym razem, miałam okazje zaobserwować rodziny z dziećmi, z których większość miała przy sobie smatrfony, iphony czy tez tablety i zamiast bawić sie spoglądała jedynie w ekran monitoru. Jednak nie tylko dzieci narzekały na brak wifi. Bo przecież jak to możliwe ze nie funkcnonuje Google maps, jak mamy trafić do restauracji, albo sprawdzić rekomendacje jak nie działa Tripadvisor (a moze tak zapytać kogoś kto wygląda na mieszkańca? 🙂

Co ma do tego przytoczony wcześniej serial. No własnie bardzo dużo. Oglądając go przechodzą mnie ciarki. Patrząc na otaczającą nas rzeczywistość czuje ze zbliżamy sie coraz bardziej do przedstawionego w nim obrazu naszej cywilizacji. Otaczamy sie wciąż ekranami telewizorów, komputerów lub telefonów. Zamiast budować relacje z innymi i pogłębiać więzi, my odgradzamy sie i izolujemy w wirtualnym świecie.

 

Wirtualna ciężkość bytu czyli jak być obecnym w social media i nie zwariować
Wirtualna ciężkość bytu czyli jak być obecnym w social media i nie zwariować

 

Zastanawiam sie ile jesteśmy w stanie zrobić dla lajków? Jak bardzo żyjemy pogrążeni w śnie, w wirtualnym transie? Ile czasu dziennie przeznaczamy na komentowanie postów na Facebooku, czy przeglądanie zdjęć na Instagramie? Ile z tego wnosi realna wartość do naszego życia?

 

Wczoraj 22 lutego we Włoszech miała miejsce premiera filmu Sconnessi (Rozłączeni) dotyczącego właśnie problemu uzależnienia od bycia online. Premiera tego filmu stała sie także inspiracja do utworzenia #Sconessiday czyli dnia bez połączenia internetowego, który miał miejsce własnie wczoraj. Myślę jednak, że każdy dzień może być doskonałą okazją, żeby odłączyć sie trochę od internetu i być bardziej obecnym w realu.

 

 

Mówi sie ze czas to pieniądz, ale czas to tez najcenniejszy dar jaki mamy i jaki możemy ofiarować sobie i innym. Ile tego czasu poświęcam na scrollowanie ekranu a ile na rozmowę z kimś bliskim? Każdego dnia łapie sie na tym, ze wyważenie czasu w social media to naprawdę sztuka, ale warto, by nie przegapić tego co naprawdę w życiu ważne. W więc i sobie i Wam życzę tego abyśmy umiejętnie umieli wyważyć czas jaki poświęcamy byciu online.